eN-doors - - SERWIS PRZYRODNICZY - -

Wpisy otagowane „utrata lęgu”

  • niedziela, 19 września 2010
    • Pożegnanie z pójdźką

      Jak już pisałem w od kilku lat w Biebrzy pod Grajewem gnieździły się pójdźki. Jeszcze przed rokiem ptaki odchowały 2 młode, choć lęg składał się z 3 piskląt – już wtedy remont bloków (ocieplanie i tynkowanie),  w południowej części miejscowości w  okresie późnej wiosny, spowodował utratę jednego z młodych przez ptaki dorosłe. Stało się tak dlatego, że podczas remontu najmłodszą pójdźkę uwięziono na ponad dobę lub dłużej na lęgowisku, pozbawiając rodziców malca szans na skuteczne jego karmienie. Otóż pójdźki gnieździły się tu w szybie wentylacyjnym jednego z bloków i gdy go zabezpieczono kratą – doszło właśnie do sytuacji opisanej powyżej. Robotnicy, gdy się dowiedzieli ode mnie, że w tym miejscu w wyniku swych działań uwięzili ptaka skazując go na śmierć, na jakiś czas odsłonili 1 z otworów, ale było już za późno… Osłabiona młoda pójdźka (patrz foto), co prawda wydostała się na zewnątrz, ale dożyła tylko do rana – nie będąc w stanie latać padła ofiarą najprawdopodobniej wałęsającego się po osiedlu kota – lub coś innego jej się przytrafiło… Dość napisać, że już więcej jej nie spotkałem, a lęg zmniejszył się do 2 już wtedy lotnych piskląt na stałe…

      Tymczasem pójdźki, to ptaki chronione i pożyteczne, i jako chronione, zgodnie z ustawą (i logiką) nie powinny być niepokojone w okresie wyprowadzania lęgów..  Także szereg innych synantropijnych (żyjących w sztucznych środowiskach stworzonych przez człowieka), gatunków ptaków, to gatunki chronione prawem, a i one w wyniku remontu straciły całkowicie lub częściowo lęgi… Pójdźki są na Podlasiu prawdziwą rzadkością – ocenia się, że jest tu ich co najwyżej kilkanaście – kilkadziesiąt par – więc widać, do jakiego dramatu, wraz z utratą 1 młodego, tu doszło… I na tym nie koniec – w bieżącym, 2010 roku, bez wątpienia z uwagi na wspomniany remont, sowy odleciały stąd na zawsze… Jeszcze wiosną, o czym relacjonowałem w blogu „endoors”, samiec nawoływał, a nawet – by móc się gnieździć, usunął kilka plastikowych krat umieszczonych na wlotach do szybów wentylacyjnych – ostatecznie jednak na niewiele się to zdało – pojawiły się nowe zabezpieczenia, a do lęgów nie doszło… Szkoda, że nie pomyślano w porę o wywieszeniu budki lęgowej dla tego sympatycznego i pożytecznego ptaszka… Od późnej wiosny tego roku sów już tu nie ma… 

      poj juv ecq0

      ...na zdjęciu - młoda, osłabiona sowa pójdźka - lato 2009...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 września 2010 16:09
  • sobota, 29 sierpnia 2009
    • Młoda pójdźka – dramat z fatalnym zakończeniem…

      …Wspomniałem poprzednio, że jedna z młodych / juv. pójdziek nie miała tyle szczęścia, co pozostałe młode ptaki, i zaginęła… Warto tu od razu postawić pytanie, a odpowiedź nasuwa się sama, czy można nazwać brakiem szczęścia alogiczność działań ludzi łamiących przecież prawo ochrony środowiska i ochrony gatunkowej zwierząt – tu konkretnie przeprowadzających remont osiedla w okresie późnej wiosny, a więc w chwili, gdy w licznych gniazdach patków zasiedlających budynki znajdowały się niezdolne do ucieczki pisklęta – w tym blogu wspomniałem też o innym nagminnym przypadku łamania prawa – wyrębach i pracach leśnych w tym samym okresie!! W obu nie opisuję przecież tylko przypadków bezmyślności ludzi i łamania przez nich prawa, ale przede wszystkim przerażającego okrucieństwa!!! Bo przecież czasem wyrośnięte już pisklęta w licznych gniazdach wróbli, szpaków i jerzyków były dosłownie zamurowywane żywcem w momencie pokrywania ścian tynkiem!!! Już więcej dodać tu się nie da… Te przerażające fakty niech świadczą i mówią za siebie… W każdym razie jako aż tak szokujące niech już nigdy nie mają miejsca – niech wreszcie do procedur ludzkiego działania wkroczy pierwiastek zdrowego rozsądku i przemyślenia co jest, a co nigdy nie jest dozwolone…

      …Jak zatem wyglądały ostatnich chwile życia jednej z młodych pójdziek?  14.06.2009. wieczorem natknąłem się na nią przed ostatni raz… Ptak siedział na ziemi pod blokiem (patrz foto), w którym znajdował się lęg i w którym malec był ponad dobę, a ściśle minimum około 2 noce zamknięty, i nie otrzymywał pokarmu… By sowę ratować i chronić przed kotami posadziłem ją na rusztowaniu ustawionym przy bloku… Wieczorem, gdy samiec jak zwykle nawoływał, by zapewne zlokalizować położenie swych młodych – juv. słabo nawoływał sykiem - głosem prośby o pokarm… Jeden raz tego malucha, „odwiedził” niezwykle ruchliwy – podobnie jak i 3-cia młoda pójdzka – drugi ptak młody – ten był w świetnej kondycji i dobrze już latał… Najmłodsza, osłabiona sowa, też zapewne miała by dość sił, gdyby nie to wszystko, co jej się przytrafiło…

      …Następnego, wczesnego poranka poszedłem sprawdzić co dzieje się z osłabionym ptakiem – okazało się, że jest w minimalnie lepszej formie, a zatem został nakarmiony, i trochę lata, choć nie potrafi wznieść się istotnie wyżej jak pozostale 2 młode sowy…  

      …Kolejnego wieczoru ptaka już nie udało mi się odszukać, i tak już pozostało na zawsze… 

       pojjuvsl2

      ...pośród różnych pozostałości trwającego całą wiosnę i lato remontu - 14.02.2009. - pod 1 z bloków natkąłem się na osłabioną i trochę wystraszoną młodą sowę...

      pojjuvsl1

      ...ptak nie latał i był tak słaby, że znacznie ciszej niż rodzeństwo - mimo, iż zapewne był najbardziej głodny, sykiem zwracał na swoje potrzeby uwagę swoich sowich rodziców...

      pojuvsl3

      ...wystarczyło 1-2 noce bez pożywienia, by ptak miał małe szanse na przyszłość... i faktycznie wkrótce potem zaginął...

      pojjuvga1

      ...w tym czasie pozostałe 2 młode sowy, mimo dramatu swojego brata czy siostry... 

      2juvga2

      ...nieświadome powagi sytuacji zajęte były wprawianiem się w technikach lotu...

      samslupop1

      ...co innego samiec - ptak wyraźnie zaniepokoił się widząc mnie tak blisko swojego potomka - czasem też nawoływał zapewne by sprawdzić położenie w przestrzeni pozostałych maluchów...

      pojjuvsl4

      ...ja jednak uspokojony "całokształtem sytuacji" położyłem pokrzywdzonego malca wyżej na rusztowaniu i odszedłem - zrobiwszy uprzednio trochę zdjęć - nie przypuszczałem nawet, że następnej nocy tej młodej pójdźki już tu nie będzie - na zawsze... :(

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Młoda pójdźka – dramat z fatalnym zakończeniem…”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      sobota, 29 sierpnia 2009 22:11
  • poniedziałek, 23 czerwca 2008
    • ...23.06.2008....

      W poprzednich wpisach wspominałem o wczesnym przylocie pary orlików w okolicę mojego miejsca zamieszkania... Oceniłem ową okoliczność jako niezmiernie budującą - choć już wtedy zastanawiałem się nad tym, czy faktycznie ptaki te będą się gnieździć, i osiągną sukces w tym zakresie, skoro w zeszłym roku - najprawdopodobniej ze względu na warunki meteorologiczne, nic im z gniazdowania nie wyszło... Myślałem też z niepokojem o możliwym drastycznym zubożeniu „jakości" moich codziennych doświadczeń związanych z terenową praktyką, jeśli i w tym, bieżącym roku, ptaki z jakiś powodów opuściłyby okolicę... Niestety te obawy - choć wynikały z ogólnego przeświadczenia, że w przyrodzie dzieje się z reguły źle, lub gorzej niż źle, a nigdy zwyczajnie i spontanicznie „pomyślnie" dla niej samej - okazały się antycypacją faktycznego stanu osiągnięć tej pary orlików w sferze lęgów, a nawet więcej - również pary tego gatunku z najbliższego sąsiedztwa... Jaka tego przyczyna??? O zgrozo - choć jak niemal zawsze - zawinili ludzie... „Moje" orliki zdążyły odbudować gniazdo i zaawansować się w lęgach kiedy to mimo pełni sezonu lęgowego, oczywiście nie tylko orlików, a dziesiątek gatunków chronionych prawem gatunków ptaków, w bezpośrednim sąsiedztwie gniazda przez wiele dni prowadzono wyręb i trzebież - czym skutecznie przepłoszono orły, zniszczono biotop lęgowy dość licznej populacji jarzębatki, i zapewne zaszkodzono setkom par drobnego ptactwa już zazielenionego lasu... A zatem pytania retoryczne tu postawię - po pierwsze: jak fakt wyrębu lasu w pełni sezonu lęgowego ptaków ma się do prawa ochrony gatunkowej poszczególnych form, a także - to po drugie - zastanawiającym jest, czego się uczy adeptów leśnictwa w Wa-wie, skoro młody leśnik o takim rodowodzie owymi pracami zarządzał? Gdy jestem teraz „na obserwacjach" i nie napotykam orłów myślę sobie - taaa, ujarzmił sobie przyrodę, ale cóż, ale tak, że już owej przyrody już tu nie ma, a zatem nie ujarzmił, a zniszczył barbarzyńca... Ostatecznie mogę sobie wyobrazić „ujarzmianie" przyrody, jak ujarzmiania he he konia czy czegoś w tym stylu (na szczęście ujarzmianie konia nie jest jego uśmiercaniem, każdy rozumie, że tylko wówczas, gdy koń żyje można go ujarzmiać, inaczej słowo to - np. w kontekście martwego konia, jest bezsensowne - gdybyż ten lub jakikolwiek leśnik czytał te świetne i błyskotliwe niewątpliwie analizy! - piszę to bez autoironii!), choć słowo "ujarzmiać" to niezwykle tandetne słowo również jako świadectwa jakości relacji człowiek-przyroda, zwłaszcza w dobie epoki post-industrialnej, kiedy to już od dawna wiadomo, że za człowieka i dla człowieka wszystkiego nie zrobi maszyna, że mechanicyzm to fałszywy pogląd,  ekosystemy przyrodnicze natomiast, jako niezwykle wrażliwe na dewastację,  zanikają często z powodu jakiejś niemal błahostki zaburzającej jego strukturę... Las i jego mieszkańcy, to nieprzebrane bogactwo i konieczność, której wszyscy powinniśmy dla dobra nas samych doświadczyć... To nie cechy ilościowe, kubiki drewna itp., a żywa struktura, w której z szacunku do niej samej aż strach niemal cokolwiek zmieniać... Oddajmy zatem głos katom i grabarzom przyrody, cóż mówią? Przeanalizujmy dwa powiedzonka... Jeśli myśliwy mówi nabożnie - „darz bór", odnieśmy się do tego jak do patetycznego pustosłowia leśników - „nie było nas, był las; nie będzie nas - będzie las" - i popatrzmy na te hasła we właściwym świetle... „Nie było - był; nie będzie - będzie..." - to utajona kpina z wartości przyrody samej w sobie i zakamuflowana sugestia, że piękny las, to las padły pod piłą - „jesteśmy - lasu nie ma!"... Poniżej wrzucam kilka fotek z ostatnich moich obserwacji orlika - już go tu nie ma - jak i lasu, jedyne co się zmieniło, pozornie „in plus", to zawartość kabzy czy sakiewki (na)leśnika - jest bez wątpienia pełniejsza...  

      orlikpapa1

      ...tu i poniżej kilka fotek orlika - dodajmy - pożegnalnych fotek i z ostatniej obserwacji...

      orlikpapa2

      orlikpapa3

      orlikpapa4

      orlikpapa5

      orlikpapa6

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 23 czerwca 2008 02:03

Kalendarz

Listopad 2018

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny