eN-doors - - SERWIS PRZYRODNICZY - -

Wpisy otagowane „sarna”

  • piątek, 04 grudnia 2009
    • Lis: potęga zmysłów, sarny: stałe powątpiewanie, i pantofelki na dokładkę

      Chciałbym w tym wpisie porównać behawior „anty – antropopresyjny” (czyli specyfikę reakcji na pobliską obecność człowieka), dwu ssaków zajmujących z goła przeciwstawne nisze ekologiczne – lisa – ssaka drapieżnego i sarny – ściśle roślinożernego.  W jakim celu? Dopiero w kontekście szczegółów owej reakcji na obecność człowieka widać, jak – nazwijmy to – uposażenie filogenetyczne gatunków, czyli ich przeszłość ewolucyjna, przekłada się na tak wysublimowane zjawisko, jakim jest reakcja na potencjalne zagrożenie…

      Otóż w przypadku 1-go z wymienionych gatunków mamy do czynienia, w momencie szczególnie częstych spotkań „twarzą w twarz” z człowiekiem w okresie zimowym (patrz foto), z reakcją opartą o niezwykle precyzyjną ocenę skali zagrożenia – i odpowiednią na nią reakcją w oparciu o fantastycznie precyzyjne i sprawne wszelkie „ssacze” zmysły – słuch, wzrok i węch, co jest zrozumiałe w przypadku gatunku ssaka drapieżnego, któremu zwykle owe finezyjne jak wspomniałem zmysły „potrzebne” są do łowów głównie na małe gryzonie. Z innych cech jego niszy ekologicznej ujętej troficznie uwzględnić należy istotny fakt zupełnej „stochastyczności” czyli i losowości i przypadkowości inaczej mówiąc w owym trybie zdobywania pokarmu, który nie jest łatwy, a jest na pewno czasochłonny. I dlatego lis nie reaguje zawsze paniczną ucieczką z żerowiska, o ile naprawdę nie jest to konieczne. Dalej – w dniach pogorszenia pogody ów dystans ucieczki jeszcze się zmniejsza zgodnie z zasadą ergonomiczności i oszczędności ograniczonych przecież zasobów energetycznych, którymi zwierzak dysponuje, a które jest zdolny jedynie niemal zawsze uzupełniać tylko na bieżąco, od 1 po kolejne skuteczne polowanie (co można uchwycić podczas nawet krótkiej, i często z bliskiej odległości, obserwacji i to wówczas, o czym tu piszę, gdy zwierzak na to „pozwoli”, czyli uzna, że ucieczka w danej chwili mu się „nie opłaca” – pisząc w przenośni, ale czy tylko??..., a że było się przezeń uprzednio zauważonym można być wręcz pewnym…). Pomijając jedynie te chwile i okresy w siedlisku, kiedy np. w wyniku tzw. gradacji ofiar jest ich więcej i drapieżnik może, a z całą pewnością to robi, i także ten behawior można obserwować czasem z bliskiej odległości :), magazynować bogatsze zasoby pokarmy w spiżarniach (czyli np. upolowane, liczniej występujące na łąkach myszy np. zakopywać w ziemi). 

      Sarny natomiast - choć zapewne szczególnie w tutejszym biotopie, czyli środowisku zmeliorowanej łąki na obrzeżach wioski Biebrza, podlegając w małym stopniu – jak to się fachowo mówi wśród „ssakologów” i ekologów – naturalnemu „drapieżnictwu” i tylko czasem ze strony psów a czasem wilków – a częściej, choć nie wszędzie – ze strony myśliwych – reagują inaczej. Zwierzaki napotykając człowieka i z natury więcej niż inne nie-roślinożerne formy życia (takie jak np. lis właśnie), musząc spędzać czasu na żerowaniu na mało treściwym pokarmie roślinnym zachowują się podobnie do lisów, choć z innych powodów. Otóż ich reakcja często sugeruje dezorientację sytuacją, zwierzaki można częściej podejść jeszcze bliżej niż tylko czasem lisy, a dominującym sposobem czy zmysłem, którym się powodują w decyzjach o ewentualnej i rzadkiej ucieczce jest, by nie napisać, iż niemal wyłącznie jest, zmysł węchu. Ostatecznie widać w tym zjawisku i niedoskonałość behawioru, przynajmniej „anty-antropopresyjnego”, i ogólnie – antydrapieżniczego tego gatunku. Jak wspomniałem, można mieć wrażenie obserwując tutejsze sarny, że w tych sprawach ich zachowanie charakteryzuje „nieustające” powątpiewanie…

      Skąd to się to wzięło, że spróbuję odpowiedzieć na to pytanie, bez innego, niż częściowo teoretyczne, ujęcia, częściowo tylko opierając ową odpowiedź o moje doświadczenia obserwacyjne, np. dokonane w Puszczy Białowieskiej przed laty?

      Głównie z faktu habituacji – czyli „przywykania” do braku zagrożeń na tutejszym terenie oraz – co będzie wyjaśnieniem bardziej „uteoretyzowanym” – na kanwie ekologii ewolucyjnej – właśnie braku – nazwijmy to - takich nacisków selekcyjnych ze strony środowiska, by dobór naturalny wyselekcjonował bardziej „egzaltowaną” reakcję na wszelkie szmery, ruchy i inne „sugestie” potencjalnego zagrożenia, u tego przecież pierwotnie i obecnie niemal ściśle leśnego gatunku… W lesie bardziej węch niż słuch „podpowiada” i „weryfikuje” bodźce otoczenia w kontekście zagrożeń – więc inny obecny w sztucznym środowisku gatunek, czyli lis, i o czym tu piszę, reaguje bardziej „świadomie” i „logicznie”, jako że będąc drapieżnikiem „rozwijał się” ewolucyjnie w stronę świadomego  „degustatora” i „eksploratora”  bodźców bardziej niż sarna…

       Jakie stąd wnioski – a spójrzmy na probówkę wypełnioną prymitywnymi pantofelkami z melioracyjnych rowów na łąkach pod Biebrzą? Każda forma życia tu i teraz obezna w biosferze po pierwsze ma swoją ewolucyjną przeszłość i „opowieść”, a skoro jest tu i teraz – co piszę w kontekście czynników biologicznych – reprezentuje niemal finezję i wprost finezję przystosowań do tychże warunków.  Jako człowiek, będący  w pełni świadomym bytem „tej Ziemi” dodam może jeszcze, że o ile – a zawsze tak jest – nie zniekształcone przez ludzi warunki ekologiczne „dopuszczają” istnienie i sarny, i lisa i pantofelka – i póki tak jest, a od teraz nawet gdyby tak nie było, dopuśćmy owe istnienie i my, ludzie – a gdyby coś mu zagrażało – walczmy z owym zagrożeniem – jako że to nie tylko, lecz aż – niezwykłe i niepowtarzalne struktury biologiczne stworzone przez Matkę Naturę, niepowtarzalne i jako takie godne czy wręcz implikujące odpowiedzialną troskę z naszej strony…

      lis z bliska11

      ...takie spotkania "bliskiego stopnia" nie należą w przypadku ludzi i lisów do rzadkości - patrz też np. opowiadanie "Dudek i lis" w blogu "enstories" - zakładka tego blogu...

      3 sarny z bliska foto 11

      ...sarny podejść można jeszcze bliżej, choć inne czynniki związane głównie z behawiorem obu gatunków, na tę okoliczność wpływają - patrz tekst wpisu...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      piątek, 04 grudnia 2009 14:22
  • wtorek, 11 marca 2008
    • I podobnie - docześnie - sarna... :(

      Ostatnio nie bez zaskoczenia, już nawet po pobieżnych oględzinach tego znaleziska, natrafiłem na kolejną „ofiarę" „zwierzęcej" kostuchy. Nota bene - w pobliżu miejsca, gdzie kilka dni wcześniej natknąłem się na „resztki" sowy - o czym traktuje poprzedni wpis. Zdziwienie dotyczyło nie samego faktu, a dlań usprawiedliwienia. Wszystko wskazuje bowiem na to, że sarenka została tu pod osiedle zawleczona przez jakiegoś ludzia, lub nawet tu, kilkaset metrów od pierwszych zabudowań, zastrzelona i porzucona... Brak bowiem było na jej ciele jakichkolwiek śladów, jak to się mówi w naukowym światku, drapieżnictwa ze strony wilków czy psów - wyraźne natomiast ślady sugerowały gwałtowną śmierć i przypuszczalnie - nawet rozdarcie ostrym narzędziem skóry - by zwierzak szybciej „struchlał", że się tak wyrażę, a następnie, by go skonsumowali padlinożercy... Słowem kłusownictwo i wandalizm „pełną gębą", dodam - zaocznie - gębą zapyziałego wandala. A tak swoją drogą, resztki zwierzaka zostały szybko wykryte przez owych „padłojadów" - przez kilka następnych dni obserwowałem tu - z ptaków krukowatych - wrony siwe, sroki i sójki - a kruki tylko kręciły się w pobliżu bojąc się zapewne bliskiej obecności ludzi; zaglądał też tu lis - zwłaszcza rano, i to on właśnie resztę doczesnych pozostałości sarenki porwał do lasu i w ten sposób w klka dni owe resztki znikły zupełnie. Pozostawiając nikły procent szans, że się pomyliłem interpretując przyczyny „zejścia" zwierzaka, i zawinił inny czynnik, niż członek stowarzyszenia pustaków z pukawkami, należy sądzić, że sarnę powaliły psy - wałęchy z tej okolicy, czyli znów winne są pustaki - jako że to ich statutowym obowiązkiem jest eksterminować zdziczałe psy i koty. No tak, gdyby wówczas, gdy ten niewątpliwy dramat się rozegrał, była choć szczypta śniegu, dziś mniej bym się „wyrażał" i utyskiwał - ale tylko trochę mniej - w zaistniałej sytuacji braku jednoznacznych dowodów poszlaki traktuję jednak jako wiążące, na niekorzyść oskarżonego i oskarżonych...  I jest to na sto per cent słuszne.

      sartru

      ...na takie zanlezisko natrafiłem o krok od miejscowości, w której bywam... makabra!

      wrosta

      ..."przyroda" jednak inaczej się do niego odniosła - przyleciały wrony...

      wro1

      ...wrona siwa...

      soj1

      ...sójki...

      sroka1

      ...sroki...

      ...i zaczęła się uczta...

      zur3

      ...i niemal dobrze się stało, że przelotne żurawie przypomniały, że to wiosna...

      duzy0ne

      ...i że wszystko mimo niejednego dramatu prze na spotkanie przyszłości, która bodaj zawsze powinna napawać nadzieją... (tu na foto dzięcioł duży, samiec)

      krajwie

      ...wieczorne "ferie" światła i cienia ugruntowały słuszność tego przekonania...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 marca 2008 01:52
  • niedziela, 03 lutego 2008
    • 02.02. - ciekawie, jak zawsze...

      Wczoraj poszedłem na nieco dłuższy spacer - ponieważ w sferze "przyrody ożywionej" nie było zbyt "frapująco", moją uwagę na nieco dłużej skupił krajobraz - w tym jego detale - choćby fotogeniczne pałki rosnące nad wodą...

      pałka rosnąca nad wodą

      Po około godzinie zrobiło się jednak niezwykle ciekawie... jak zawsze... Oto na skraju małego lasu czy gaju natknąłem się na stado drozdów - w tym około 100-ki kwiczołów i kilku paszkotów, po chwili też z wnętrza tego zadrzewienia wybiegło stadko 3 saren...

      Gdy już mijałem skraj owego "zagaja" - sytuacja nabrała rumieńców - pojawiła się 4-ta sarenka, która zupełnie i faktycznie skonsternowana zatrzymała sie - nie wiedząc czy uciekać (czyli, jak to zwykle bywa, ryzykować "zmasowany ostrzał" - taaa - kręcą się tu często - gęsto myśliwi, którzy tak kochają przyrodę, że zaśmiecają ją od łusek po huki wystrzałów...), i przegrać, czy zrobić coś innego...

      sarna z blizi

      ... Zwierzak dłuższy czas przyglądał mi się kompletnie zaskoczony - gdy szedłem m.w. w jego kierunku - zaczął udawać zachowaniem komentarz "a tam", czy - "co tam - nic się nie dzieje..." - był moment, że znajdowałem się max. 45m od niego! Postanowiłem dłużej sarenki nie niepokoić  i poszedłem sobie dalej - wcześniej udało mi się jednak "zdobyć" świetne fotki i tę może konstatację, iż gdyby zoopsychologowie "kognitywni" byli tu ze mną, nie jednego z nich stuknęło by mocno w głowę przysłowiowe jabłko - a wiele dylematów - choćby ten, czy w ocenie zwierzęcych zachowań można pozwolić sobie na "personifikację" - czy antropomorfizację - znikęło by raz na zawsze - rzeknę tylko - oby jak najszybciej tak właśnie sięstało... to tyle...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 lutego 2008 05:21

Kalendarz

Luty 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28      

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny