eN-doors - - SERWIS PRZYRODNICZY - -

Wpisy otagowane „wrona siwa”

  • niedziela, 06 grudnia 2009
    • Przykład form synantropijnych

      W tym wpisie, na podstawie również aktualnych obserwacji, chciałbym zająć się bardziej szczegółowo 2-ma przykładami zjawisk synantropizacji zwierząt…  Tekst będzie dotyczył krukowatych i jeleni, które w pierwszym przypadku – niemal cały swój cykl życiowy związały z pobliżem osiedli lub wręcz ich wnętrzem – jak to jest w przypadku granicznym, czyli u kawek i w nieco mniejszym stopniu - gawronów; w przypadku jeleni z natury rzeczy można pisać tylko o aspektach wymienionego zjawiska ekologicznego zwanego synantropizacją…

      A zatem na początek krukowate… Ptaki te – nazwijmy to – w różnym stopniu, a zatem „gradualistycznie” – mimo, że z „pozoru” napotyka się je często razem – traktują korzyści związane z faktem ich częstego czy jak to jest niemal zawsze u kawek (i o nich tu będzie głownie mowa „plus” aspekty ich właśnie przystosowania postanowiłem pokazać na fotkach…) – stałego występowania w pobliżu ludzi. Kawki nocują, gnieżdżą się, żerują i cały cykl życiowy „toczą” wprost pośród ludzi – co każdy zna z autopsji… Za tym ich przystosowaniem stoi ta ważna okoliczność, obok drugiej, jak u wszystkich krukowatych, o których tu piszę, iż ptaki wiedzą, że obok ludzi najłatwiej o treściwy pokarm, a zatem ta okoliczność, że obecność w osiedlach lub w ich pobliżu ogranicza ryzyko drapieżnictwa, jak to się pisze na kanwie ekologii, ze strony różnorodnych drapieżców… Na Podlasiu są to jastrząb, w mniejszym stopniu – krogulec, który i co wiadomo od dawna, podobnie jak inny ich wróg – puszczyk, wnika do miast i wiosek; dalej orły i puchacz, by o kunie kamionce czy nawet lisie i myszołowie z różnych istotnych powodów nie wspomnieć…  Dlatego też jedynym gatunkiem, który najmniej korzysta z tego „protekcjonistycznego” dobrodziejstwa jest i znów jest - jak to „mamy” ogólnie u krukowatych – tylko w przypadku populacji gatunków bardziej wyspecjalizowanych w swoim trybie życia i przez to nieco mniej „plastycznych”… – sójka, gatunek leśny. Jednak nawet i on jest przecież też obecny w pobliżu osiedli, poszukując nie tylko miejsc z „obfitym żerem”, ale i korzystając na tym jak i pozostałe gatunki krukowatych – gawrony, sroki,  wrony – czyli przede wszystkim chroniąc się przed drapieżcami właśnie, ale też „najzwyczajniej w świecie” ułatwiając sobie życie… Całkowitym wyjątkiem od tej „protekcjonistycznej” formy przystosowania jest kruk – jako ptak dużych rozmiarów co prawda „nie musi” bać się wielu z wymienionych powyżej drapieżców, stąd jego synantropijność wyraża się w inny sposób - chętnie korzysta z bogato zastawionego przez ludzi „stołu”… By zakończyć ten wątek – i ogólnikowe omówienie, z ograniczeniem do okresu zimowego, bogatych przystosowań tych ptaków do życia obok ludzi wspomnę może jeszcze o wronach – regularnie nocujących tu we wsi Biebrza w stadzie około 60-ciu ptaków, jak i pod innymi  dużymi wioskami w okolicy, czy gawronach podobnie jak kawki również nocujących powszechnie i jedynie, jak to jest u kawek, w środku większych miast, często w mieszanych stadach właśnie z kawkami – każdy zna tę właściwość obu tych gatunków…

      Widać zatem, że zwłaszcza kawki i gawrony poprzez swoje przystosowania, ale też śmiało możemy napisać, że i pozostałe formy tej grupy ptaków, rozwinęły ścisłe ewolucyjne adaptacje do czerpania korzyści z życia wręcz pośród ludzi – i jest to niezwykle na przyszłość budujące… Jest po prostu przykładem i witalności i plastyczności Przyrody, którą powinniśmy za tę właściwość podziwiać… I choć ktoś może słusznie oponować, sugerując chwilami uciążliwość tego zjawiska – chodzi mi tu jedynie o pokazanie jeszcze raz jak niezwykła jest Przyroda właśnie i ile owe współistnienie „wnosi” też przecież do życia wielu ludzi… Mam tu na myśli niejednego z nas przyrodników, których życiowa droga i pasja budowała się w oparciu o odkrycia właśnie aż tak spektakularne z zakresu nauk przyrodniczych, jak ekologiczne zjawisko synantropizacji gatunków… To jest i było zawsze ważnym dla wielu wiedzieć – ale też owa „spektakularność” „dodaje” do trybu zdobywania owego „wtajemniczenia” i „naoczność” i „bezpośredniość” podobnych odkryć i to jest już niezmiernie cudowne… I to jest jednym z najważniejszych wniosków i jest z jedną z głównych inspiracji dla tego wpisu w moim blogu (patrz dalej)… :) …

      A teraz już bardziej wysublimowany przykład synantropizacji, czyli jelenie, które tu pod wioską Biebrza, ze względu na wilki przychodzą do wodopoju również w pobliże osiedla (patrz foto tropów stada)… Mimo, że idealnym miejscem ich bytu są pierwotne lasy, takie jak np. zachowane w Puszczy Białowieskiej, tu zwierzaki również dowodząc swojej ekologicznej „plastyczności” i „uniwersalizmu” zajmowanej niszy są obecne… Ze względu na zdegradowane, ułatwiające „dostęp” do ich populacji drapieżcom środowisko „nagięły” swój behawior właśnie korzystając z wodopoju w najbezpieczniejszym w okolicy miejscu… Dlaczego o tym wspominam?? Cieszę się, że zaczynając moją drogę jako przyrodnika – po 1-wsze – pozostałem na pierwszym miejscu ornitologiem, ale ciesząc się wprost, i czego nie ukrywam, tym życiowym wyborem - i to po 2-gie – rozwinąłem swoją pasję na tyle, by po odciskach tropów wspomnianych jeleni zidentyfikować nie tylko gatunek, ale też by w tym sposobie odkrywać tak wysublimowane właściwości „Życia Natury” jak przystosowania synantropijne i antydrapieżnicze gatunków, nawet ich bezpośrednio nie obserwując, a tylko ich zidentyfikowane tropy… :)… Więc, po 3-cie, po co jeszcze o tym wszystkim tu piszę?? By tak cudowny życiowy wybór, jak drogę naukowca – przyrodnika tu lansować i chwalić, a o czym piszę wie każdy, kogo podstawowym życiowym odkryciem jest jakakolwiek wartościowa pasja… :) :)…

      krukowate wszystkie6 324

      ...na fotkach powyżej i 4-ry od lewej i w dół: gatunki najbardziej synantropijne i zapewne powszechnie znane - kawka, gawron, sroka i wrona - obok - najmniej synantropijne - sójka oraz kruk w locie...

      stado jeleni tropy 457890

      ...tropy stada jeleni przy wodopoju w pobliżu wioski Biebrza...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      niedziela, 06 grudnia 2009 18:24
  • sobota, 15 marca 2008
    • Pływ i cofka... Przedwiośnie czy wiosna?

      A zatem, mimo, że o tej porze roku niemal instynktownie i immanentnie wszystko prze ku wiośnie, są chwile, gdy aura - abiotyczny składnik świata, kładzie akcent na tym, co typowe dla przeszłości. W takiej chwili przypomina się przysłowie - „jedna jaskółka wiosny nie czyni" - jednakowoż, jaskółki najwcześniej przylatują w 3 dekadzie marca, zatem - tę jakość, jaką stanowi odmienność okresu przejściowego między zimą sensu stricte, a wiosną - również sensu stricte, już dawno dostrzeżono i nazwano - przedwiośniem... Jeśli jednak od ogólnika przejść do szczegółu i na nim się skoncentrować - wiosna już jest - wyrażona na dziesiątki niezależnych niemal od siebie sposobów istnienia różnych form życia... To wiosna w różnych odsłonach, czy - ekologicznie rzecz ujmując - niszach. Wiosna gęsi, żurawi, czajek, łabędzi, myszołowów, trznadli, sikor, szpaków, dzięciołów, kruków, wron itd. To wiosna in statu nascendi - wiosna jako żywioł i ruch - wiosna - że tak się wyrażę - ludów - gdzie owym „ludem" - jest współistniejąca z nami i przez to „nasza" - „brać" - wszelkich form życia... To wiosna, jeśli się bliżej przyjrzeć, która już jest, choć przy pobieżnym oglądzie rzeczywistości jakby się dopiero dokonuje, a przecież klangorem żurawi czy kwileniem czajek lub myszołowów i jastrzębi intonuje już swoje preludium czy intro... Popatrzmy na mknący na niebie klucz gęsi czy żurawi, lub parę żurawi nawołującą na skraju mokradła - te ptaki są tu - bo mogą być, i już pozostaną do późnej jesieni - teraz jednak obwieszczają wszem i wobec fakt powrotu do domowych „pieleszy" - i to jest wiosna właśnie!

      zimone1

      ...krajobraz o tej porze roku jest czasem jak z kalejdoskopu i z dnia na dzień oscyluje między skrajnościami - jednakowoż obrany przez Przyrodę kierunek jest oczywisty, wyczuwa się także przemożność i "nieubłaganość" tego ruchu czy "pływu" - pływu, jako że w równie "nieubłaganej" perspektywie, odległej o całą "przestrzeń" wiosny, lata i jesieni, majaczy widmo kolejnej, choć odchodzącej teraz właśnie zimy...

      czeczotsta23

      ...jednak nawet w chwilach niepogody, i spoglądając nawet na ptaki - gości zimowych w naszym kraju (jak to jest w przypadku czeczotek - na fotografii powyżej), wiemy, że - zacytuję tu znanego kosmologa - "strzałka czasu" w najogólniejszym ujęciu ma zwrot jednokierunkowy, czyli to, na co się zanosi - nastąpi niechybnie! ...

      czajwysp1

      ...a tak na serio, to wiele z powyższych słów to czcza gadanina - ta czajka, skoro jest tu już na swoich włościach...

      zurle2

      ...podobnie - żurawie...

      łabędziepair

      ...łabędzie...

      wropik

      ...wrony siwe...

      srokoszdr

      ...i srokosze...

      trznazbl

      ...czy trznadle...

      siwuczaone

      ...i czaple siwe...

      ...jest oczywistym i jasnym jak coraz częstrze słońce, że ptaki te swoją obecnością - jako składowych otaczjącego świata, nie tyle zwiastują, co już obwieszczają nadejście wiosny...

      bortro1

      ...trop borsuka...

      zbozsta1

      ...klucz gęsi zbożowych...

      zursta22

      ...żurawie...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      sobota, 15 marca 2008 02:14
  • wtorek, 11 marca 2008
    • I podobnie - docześnie - sarna... :(

      Ostatnio nie bez zaskoczenia, już nawet po pobieżnych oględzinach tego znaleziska, natrafiłem na kolejną „ofiarę" „zwierzęcej" kostuchy. Nota bene - w pobliżu miejsca, gdzie kilka dni wcześniej natknąłem się na „resztki" sowy - o czym traktuje poprzedni wpis. Zdziwienie dotyczyło nie samego faktu, a dlań usprawiedliwienia. Wszystko wskazuje bowiem na to, że sarenka została tu pod osiedle zawleczona przez jakiegoś ludzia, lub nawet tu, kilkaset metrów od pierwszych zabudowań, zastrzelona i porzucona... Brak bowiem było na jej ciele jakichkolwiek śladów, jak to się mówi w naukowym światku, drapieżnictwa ze strony wilków czy psów - wyraźne natomiast ślady sugerowały gwałtowną śmierć i przypuszczalnie - nawet rozdarcie ostrym narzędziem skóry - by zwierzak szybciej „struchlał", że się tak wyrażę, a następnie, by go skonsumowali padlinożercy... Słowem kłusownictwo i wandalizm „pełną gębą", dodam - zaocznie - gębą zapyziałego wandala. A tak swoją drogą, resztki zwierzaka zostały szybko wykryte przez owych „padłojadów" - przez kilka następnych dni obserwowałem tu - z ptaków krukowatych - wrony siwe, sroki i sójki - a kruki tylko kręciły się w pobliżu bojąc się zapewne bliskiej obecności ludzi; zaglądał też tu lis - zwłaszcza rano, i to on właśnie resztę doczesnych pozostałości sarenki porwał do lasu i w ten sposób w klka dni owe resztki znikły zupełnie. Pozostawiając nikły procent szans, że się pomyliłem interpretując przyczyny „zejścia" zwierzaka, i zawinił inny czynnik, niż członek stowarzyszenia pustaków z pukawkami, należy sądzić, że sarnę powaliły psy - wałęchy z tej okolicy, czyli znów winne są pustaki - jako że to ich statutowym obowiązkiem jest eksterminować zdziczałe psy i koty. No tak, gdyby wówczas, gdy ten niewątpliwy dramat się rozegrał, była choć szczypta śniegu, dziś mniej bym się „wyrażał" i utyskiwał - ale tylko trochę mniej - w zaistniałej sytuacji braku jednoznacznych dowodów poszlaki traktuję jednak jako wiążące, na niekorzyść oskarżonego i oskarżonych...  I jest to na sto per cent słuszne.

      sartru

      ...na takie zanlezisko natrafiłem o krok od miejscowości, w której bywam... makabra!

      wrosta

      ..."przyroda" jednak inaczej się do niego odniosła - przyleciały wrony...

      wro1

      ...wrona siwa...

      soj1

      ...sójki...

      sroka1

      ...sroki...

      ...i zaczęła się uczta...

      zur3

      ...i niemal dobrze się stało, że przelotne żurawie przypomniały, że to wiosna...

      duzy0ne

      ...i że wszystko mimo niejednego dramatu prze na spotkanie przyszłości, która bodaj zawsze powinna napawać nadzieją... (tu na foto dzięcioł duży, samiec)

      krajwie

      ...wieczorne "ferie" światła i cienia ugruntowały słuszność tego przekonania...

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 marca 2008 01:52

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny