eN-doors - - SERWIS PRZYRODNICZY - -

Wpisy otagowane „muchołówka szara”

  • środa, 19 sierpnia 2009
    • …”płatny morderca” – głos w dyskusji…

      …W literaturze przyrodniczej spotyka się czasem „doniesienia zoologiczne” w kontekscie strat w wynikach lęgów czyli reprodukcji, np. ptaków, i są to dane, jako „zaklęte” w pozbawioną ze zrozumiałych względów czynnika emocjonalnego „miarę” liczbową czy staystyczną, zupełnie z pozoru zwyczajne i niemal w pełni akceptowalne czy zrozumiałe same przez się… I ja też, do ostatniego sezonu lęgów ptaków tak owe dane traktowałem…  Tymczasem, gdy 2009 roku wiosną po raz pierwszy zagnieździły się u nas (bezpośrednio przy naszym  wejściu do mieszkania!), muchołówki szare nawet nie przeczuwaliśmy, jak dalej losy obserwowanych przez nas dzień w dzień tych sympatycznych i pożytecznych ptaków się potoczą i jak bardzo wpłyną na nasze postrzeganie – co ciekawe także natury intelektualanej - danych wspomnianych powyżej …

      …Pierwszy lęg „poszedł” ptakom niemal „jak po maśle” – muchołówki odchowały 5-tkę dorodnych i symaptycznych maluchów, które w blyskawicznym tępie i raczej wpełni skutecznie parły ku samodzielności – wspierane przez ptaki dorosłe – głównie dzięki trosce o proporcjonalne do ich zapotrzebowania dokarmianie oraz dzięki nauce rozpoznawania niebezpieczeństw, zagrażających maluchom w raczej przyjaznym świecie – jak się nam wówczas wydawało…

      …Pierwszym jednak dramatycznym „ugięciem” tej dotychczas pozytywnej tendencji w życiu ptaków, która zdawała się utrzymywać kierunek wzwyż zawsze, był wprost przerażający fakt schwytania i pożarcia jednej z usamodzielniających się młodych móchołówek przez kota sąsiadów – jak się potem okazało nie było to jeszcze nic więcej niż wbrew pozorom pierwszy niemal „gest” fatum wkraczającego bezwzględnie w historię życia tej ptasiej rodziny… W każdym razie uświadomiliśmy sobie – choć nie wystarczająco dobitnie, jak się później okazało, jak kruche jest życie istot tak ulotnych i filigranowych we wszystkim, co sobą reprezentują, czyli małych ptaków pośród spiętrzonych niemal asymetrycznie ku monumentalnym rozmiarom zagrożeń obecnych wokół nich dookoła… Trud dorosłych osobników i ogólnie – jednoznaczna przecież wartość tego, co choć nigdy nie przedstawi, a nawet nie będzie poszukiwać usprawiedliwienia dla swego istnienia – lecz dysponujące potęgą samego faktu, że właśnie istnieje, takie jakie jest – nie wiadomo dlaczego i w jakim celu – choć substancjalnie i aksjologicznie, jak mówią filozofowie-metafizycy - niepowtarzalne i "jedyne" - a myślę tu właśnie o muchołówce, jako przykładzie obdarzonego "iskrą życia" bytu przyrodniczego, jednego z eonów podobnych, niepowtarzalnych i "jedynych" co do swej natury i oryginalności bytów - to wszystko zostało zniweczone prozaicznym ciosem innej istoty, sztucznie obecnej w środowisku i tym bardziej wprost zjadliwej, im mniej poddawanej kontroli, ale też o zgrozo tym mniej kontrolowanej (zwróćmy uwagę na prozaiczność wskazanej tu okoliczności!) – jeśli np. nienakarmionej (sic!) na czas – czyli wychudłego i przez to – jak to wiadomo od dawna w pewnych, jak widać z gruntu amoralnych kręgach – „łownego” kota niedbałych o jego losy - czy bardziej – zajęcia, właścicieli…

      …Mimo, że dorosłe muchołówki mogły owe zajście z kotem potraktować jako „finito” na przyszłość w tym miejscu – ku naszemu zaskoczeniu samiczka, jeszcze w trakcie dość intensywnej opieki nad poprzednimi piskletami założyła z samcem – który sam teraz nimi się zajmował – kolejny lęg… I gdy wykluło się ostatnie – tym razem 1 z 4-rech – piskląt – nastąpiło tak niewiarygodnie okrutne wydarzenie – sedno i geneza tego wpisu w blogu – że myślę, że już nigdy w ten sam sposób nie spojrzę na bezduszne dane naukowe i rejestry informujące o utracie lęgu przez ptaki w wyniku drapieżnictwa kota domowego... – TAK właśnie!!! Samiczkę muchołówki pochwycił i zabił ten sam kot, a pisklęta, z których jedno przeżyło zaledwie około dobę, padły z głodu, jako że samczyk nie potrafił im zapewnić m.in. należytej opieki – czyli zastąpić samicy…

      …Jeśli jest susza – roślinność wysycha; gdy zacznie padać – znów łąki ożywiają się i zielenią: podobnie jest z dzikim drapieżcą, zawsze „usprawiedliwionym” co do istoty jego nazwijmy to - misji, choćby przez przynależność do „kompatybilnej” struktury ekosystemu …  Te same czynniki wpływając na populację dzikich drapieżników i ich ofiar wyrównują ich wzajemne szanse w niewątpliwym i poniekąd słusznym pędzie ku przetrwaniu i życiu…

      Ludzki nieprzemyślany jak zawsze kaprys, a często cynizm i egoizm oparte o prostacki światopogląd są genezą opisanego tu dramatu chronionych – przecież słusznie – rodzimych ptaków… a także braku humanizmu i rozsądku oraz bezmyślnego, niepotrzebnego a jednocześnie bezgranicznego okrucieństwa…  Zaniedbany, choć dokarmiany czasem kot, zasobny w rezerwy energetyczne zbędny intruz w rachitycznym świecie spontanicznej dzikiej przyrody „zajetej” co dziennym borykaniem się i znojem…

      horror

      jedna śmierć pomnożona przez cztery

       

      mszarsca1

      ...a oto, powyżej, "nasza" i na pewno zaprzyjaźniona z nami samiczka muchołówki szarej - "wtedy jeszcze żyła..."...

      mszardea1

      ...to zdjęcie zostawię bez komentarza...

       

      kodobye1

      a oto "płatny morderca", "wynajęty" przez tupet i arogancję oraz impertynencję ludzi wobec świata istot żywych - przyczyna setek okrutnych dramatów dzikich zwierząt

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nomadic69
      Czas publikacji:
      środa, 19 sierpnia 2009 23:57

Kalendarz

Kwiecień 2019

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          

Wyszukiwarka

Tagi

Zakładki

Kanał informacyjny